Zaplanowana i zrealizowana wyprawa na POTRÓJNĄ…
Ministranci i ksiądz pod opieką Pana Krzyśka i Opatrzności Bożej…
Wyjechaliśmy na Kocioerz no i w drogę… Pan Robert obiecał 45 minut płasko jak stół „ksiądz by się uśmiał – nie koniecznie koń”…
Pan Krzysiek i chłopcy z pełnym zapałem realizują założony plan… a za nimi długo, długo nić i 100 kg – balast /ks. Paweł – śmieje się jak to piszę bo sam się nie spodziewałem trudów tej wyprawy – cukrzyca momentalnie odebrała siły, ale dotarliśmy…/
Piękne i gościnne schronisko prowadzone przez młodych małżonków… herbatka i pyszna drożdżówka… a potem grill i dębowa kiełbasa – polecamy wszystkim…
Największa niespodzianka – wracamy kuligiem… 70 czy 80 koni mechanicznych i wio…
A na dole w Kocierzu kochany Pan Jacek czeka na nas busikiem, aby nas wywieź na parking gdzie zostawiliśmy samochody…
Bardzo dziękuję najodważniejszym chłopakom – ufam że teraz grzeją się w pieleszach przy gorącej herbatce z cytryną…
Panie Krzyśku – bardzo dziękujemy i prosimy ponownie… wcześniej proszę potrenować z księdzem wikarym…









































































































